Historia Domu w Łaźniewie

Lipiec 16, 2018

W 1963 roku księża orioniści w Łaźniewie rozpoczęli duszpasterstwo chorych. Przyjęli oni pod swój dach turnusy rekolekcyjno-rehabilitacyjne czyli wczaso-rekolekcje dla chorych i niepełnosprawnych zorganizowane przez osoby świeckie: Teresę Strzembosz i Anielę Lossow, działające w Katolickim Duszpasterstwie Dobroczynnym. Turnusy zostały przeniesione z domu rekolekcyjnego księży pallotynów w Otwocku do parafii księży orionistów pod wezw. św. Antoniego Padewskiego w Łaźniewie.
Pewnego kwietniowego dnia 1963 roku w Nuncjaturze Apostolskiej Teresa Strzębosz rozmawiała z kierowniczką biura na temat kłopotów ze znalezieniem miejsca na letni wypoczynek dla chorych. Na tę rozmowę natknął się przypadkowo ks. Mario Zanatta, który sprawę tę niezwłocznie przedstawił biskupowi Bronisławowi Dąbrowskiemu, jednocześnie wyrażając chęć i gotowość podjęcia się takiej akcji w Łaźniewie. Dyrektor prowincjalny – ks. Antoni Miś, aprobując przedsięwzięcie, dostrzegał jednocześnie wiele trudności.
Poinformowana o tym Teresa Strzębosz, zaraz na drugi dzień przybyła do Łaźniewa z Anielą Lossow, żeby obejrzeć placówkę. Kilka dni potem przyjechał biskup Bronisław Dąbrowski. Dodać należy, że przybył on tylko po to, żeby zachęcić do tej właśnie pracy, która jak najbardziej koresponduje z oriońskim charyzmatem.
W tym kontekście kilka słów wyjaśnienia, na czym to duszpasterstwo chorych polegało. Były to zjazdy osób chorych, samotnych i niepełnosprawnych w porze letniej do Łaźniewa z okolicznych miast w celu spędzenia kilku dni czy też dłuższego czasu na świeżym powietrzu pod opieką pielęgniarek i innych osób towarzyszących – najczęściej studentów, kleryków, sióstr zakonnych i księdza-rekolekcjonisty. Zjazdy te nazwane zostały wczaso-rekolekcjami dla chorych.
Pierwszy taki turnus rekolekcyjny odbył się w lipcu 1963 roku. Prowadził go ks. Aleksander Fedorowicz. Zanim do tej akcji doszło, trzeba było wszystko zorganizować – dom nie był przygotowany na taką działalność. Brakowało sprzętu, łóżek, materacy, kołder. Wypożyczono je u księży pallotynów, którzy w tego typu przedsięwzięciach mieli już pewne doświadczenie. Pomogły też siostry niepokalanki z Szymanowa. Łaźniewscy parafianie przyszli z pomocą dostarczając żywność. Brakowało wszystkiego, nie brakowało natomiast ludzkiej miłości i solidarności.
Duszami ośrodka stały się wymienione wyżej współtwórczynie wczaso-rekolekcji panie: Strzębosz i Lossow, oddane podopiecznym bez reszty.
Początkowo akcja łaźniewska była bezpłatna. Koszty pobytu częściowo pokrywała parafia łaźniewska, a po części parafie, z których pochodzili chorzy. Wsparcia finansowego udzielał nawet sam biskup Bronisław Dąbrowski. Najpierw były to krótkie pobyty – trzydniowe, ale już w 1965 roku, zorganizowano dwa turnusy ośmiodniowe, ponieważ te krótkie okazały się zbyt uciążliwe i męczące dla chorych i niepełnosprawnych.
W kolejnych latach organizowano już trzy turnusy chorych. W 1968 roku zorganizowano ich pięć, a 1970 roku – sześć.
Opiekę duszpasterską nad grupami rekolekcyjnymi, o czym już wspomniano, pełnili księża diecezjalni i zakonni. Każdy turnus prowadzony był przez rekolekcjonistę, który głosił chorym słowo Boże, sprawował Eucharystię i udzielał sakramentów.
Na każdy turnus przybywał jeden z biskupów warszawskich, a także hierarchowie z Łodzi – biskup Józef Rozwadowski czy też biskup Władysław Ziółek (wtedy, oczywiście, gdy w Łaźniewie odbywał się turnus łódzki). Z innego tytułu, a mianowicie w celu poznania organizacji i przebiegu takiego spotkania, przybywali biskupi z całej Polski. Chodziło im przede wszystkim o poznanie idei i zaczerpnięcie pewnych wzorców.
W Łaźniewie kilkakrotnie wizytował chorych Prymas Polski, kardynał Stefan Wyszyński. Celem wczaso-rekolekcji była przede wszystkim odnowa życia religijnego. Był to czas refleksji nad sobą, czas na spotkanie z Bogiem i z drugim człowiekiem. Był to także czas odpoczynku od gwaru miejskiego. Dla wielu osób wyjazd do tego ośrodka był w ogóle pierwszym wyjazdem z domu od wielu lat.
Codzienna msza święta, bliskość kościoła i Najświętszego Sakramentu, możliwość rozmowy z kapłanem, siostrami zakonnymi i młodzieżą – tym żyli na co dzień uczestnicy wczaso-rekolekcji. Codzienna konferencja głoszona przez rekolekcjonistę pozwalała zrozumieć i zaakceptować swoje cierpienie, niemoc i starość. Na innych konferencjach chorzy mogli usłyszeć o życiu Kościoła, o najważniejszych problemach naszej wiary; o życiu prawdziwego chrześcijanina. Czasem zdarzało się, że na turnus przyjeżdżał chory od lat niepraktykujący, i tu właśnie odzyskiwał swą wiarę. Listy pisane po turnusie do księży w Łaźniewie są pełne wdzięczności, a nieraz wręcz zachwytu nad chrześcijańską miłością bliźniego, tu okazywaną i przeżywaną.
Sprzątanie pokoi, słanie łóżek i zmywanie naczyń to codzienna praca ludzi młodych – wolontariuszy. Młodych, bo rekrutujących się spośród młodzieży przybywającej z różnych stron Polski. Młodzieży starszych klas szkół średnich, studentów czy też młodzieży pracującej, która kilka dni ze swego urlopu potrafiła poświęcić chorym i niepełnosprawnym. Wspomnieć tu należy o s. Romualdzie Półtorak, służebniczce starowiejskiej od lat sercem oddanej całej akcji. Była osobą dbającą o czystość w pomieszczeniach mieszkalnych zarówno dla chorych, jak i dla wolontariuszy, którzy pomagali chorym.
Nie sposób pominąć kuchni, w której siostry służebniczki wraz z pomocą trudziły się, żeby wyżywienie było zdrowe, smaczne, i przygotowane na czas. Ale niestety nadal było ciasno, a z czasem zaczęło przybywać ponad stu podopiecznych. Należało coś robić, żeby zagwarantować im więcej wygody, więcej przestrzeni.
W organizację pierwszych turnusów czynnie włączyli się parafianie, pallotyni, siostry niepokalanki z Szymanowa oraz księża diecezjalni.
To dało pobudkę do działania, do budowania czegoś nowego i większego.
W 1978 roku rozpoczęto budowę nowego obiektu, po drugiej stronie drogi. Tymczasem chorzy korzystali jeszcze z ukośnego domu, gdzie pracowała służebniczka – s. Julia Maciejewska. Był to trudny okres, ponieważ chorzy musieli dzielić pomieszczenia z grupami neokatechumenatu i zajmowali tylko parter.
Wczaso-rekolekcje dla chorych organizowane były tylko w okresie letnim, dlatego też, aby lokale nie pozostawały puste poza tym okresem, a służyły ludziom, zostały udostępnione grupom neokatechumenalnym po to, aby te w ciszy, spokoju mogły pogłębiać swoje życie duchowe i modlić się za innych.
Dom ukośny – tak nazywany na podstawie jego usytuowania w stosunku do innych budowli. Został wybudowany w perspektywie poszerzenia możliwości służby potrzebującemu człowiekowi na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Został poświęcony przez arcybiskupa Bronisława Dąbrowskiego. Służył, choć niewygody nie zdołał wyeliminować, bowiem wskutek dużej ilości zgłoszeń na turnusy wczaso-rekolekcyjne ciągle brakowało miejsc.
Innym tematem było duszpasterstwo stałe lub mniej stałe. Pomysł zrodził się u ks. Józefa Wojciechowskiego i Rady Prowincjalnej, a więc przebywanie chorych w Łaźniewie przez dłuższy czas niż tylko na turnusach wczaso-rekolekcyjnych podczas wakacji. I tak po turnusach w 1978 roku stosunkowo niewielka grupa chorych pozostała na parterze tzw. ukośnego domu, nad którymi opiekę przejęła służebniczka – s. Domicella.
W budynku tym była jedna jadalnia i pojawiał się problem wydawania posiłków, co jeszcze bardziej przekonywało do szybkiej budowy odrębnego obiektu. Na frontonie nowego budynku umieszczono podobiznę ks. Alojzego Orione wykonaną w mozaice przez Stanisława Janiszewskiego. Do budynku wprowadzono się jednak dopiero w 1981 roku. Maksymalnie mogły w nim przebywać 44 osoby. Budynek ten posiada własną kaplicę i jadalnię. Chorzy mieli więc sposobność uczestniczenia w codziennej Mszy świętej i innych nabożeństwach.
Dzięki dużej troskliwości s. Julii dom ten stał się przystanią czy też drugim domem dla wielu osób, które powracały tam przez wiele lat. Zwieńczeniem ze względu na rozmiary była budowa pawilonu, na którą ks. Wojciechowski dostał pozwolenie w 1982 roku. Budowa trwała 4 lata (1983-1987), a obiekt ten poświęcił arcybiskup Bronisław Dąbrowski. Udostępniono go w 1987 roku. Cechował go duży metraż i inne wygody. Tutaj chory i niepełnosprawny mógł się czuć naprawdę dobrze.
Od jesieni 1978 roku zaczęły przybywać grupy neokatechumenalne z Ostrowca Świętokrzyskiego i Lublina. Przez 2 lata tzw. budynek ukośny służył i chorym, którymi się opiekowała s. Julia, i neokatechumenatowi. Był to dość trudny okres, bowiem w budynku była tylko jedna jadalnia i ustawienie pór posiłków dla poszczególnych grup bywało czasami kłopotliwe. Na szczęście także inne problemy były rozwiązywane w duchu wzajemnego porozumienia.
W następnych latach zaczęły przyjeżdżać grupy głównie z Warszawy. Od jesieni 1986 roku można było przyjmować 2 grupy jednocześnie, bowiem został oddany kolejny obiekt do użytku. W tzw. budynku ukośnym można było umieścić 50 osób, natomiast po drugiej stronie, w tzw. pawilonach grupę 180-osobową. Na przestrzeni lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych wiele razy zdarzało się, że przyjeżdżały grupy w maksymalnej ilości tzn. takiej, jaką ta placówka była w stanie przyjąć i ugościć.
Gdy s. Julia jesienią 1981 roku przeprowadziła się wraz z chorymi na drugą stronę drogi, do nowo wybudowanego domu, cały budynek ukośny poza okresem wakacyjnym służył spotkaniom grup neokatechumenalnych.
W tym czasie ks. Józef Wojciechowski wybudował wielki barak – świetlicę przeznaczoną na różne imprezy, które mogły odbywać się nawet podczas deszczu. W sumie powstał kompleks zabudowań, którego odpowiednika w Polsce Zgromadzenie orionistów nie posiada.

Pensjonariusze Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego i Ośrodka dla Bezdomnych duchowe wsparcie odnajdują w kaplicy usytuowanej w budynku ZOL-u bądź w kościele parafialnym pod wezw. św. Antoniego z Padwy, znajdującym się tuż obok budynku Schroniska dla Bezdomnych. Przepiękny park zachęca do spacerów, a rozmieszczone w nim stacje Drogi Krzyżowej pozwalają na oderwanie się od swoich cierpień i zatopieniu się w zadumie, refleksji i modlitwie. Staw z pięknym molo, które oświetlone są światłem latarń pozwala w kontakcie z przyrodą czerpać umocnienie we wszelkich chorobach i słabościach.